Podjąć walkę
Życie nasze jest przepełnione różnymi doświadczeniami, uciskami, kłopotami. Jeśli chcemy coś osiągnąć, trzeba się z nimi zmierzyć.
Często jesteśmy osamotnieni w tej walce. Szukamy pomocy, lecz ona nie nadchodzi.
Ci co są najbliżej nas, nie reagują. Każdy ma swoje życie i własne problemy.
Ogarnia nas rozpacz, gdy wystarczy „jedna pomocna dłoń” do danej sprawy, a jej nie ma.
Szatan chce nas osłabić, liczy, że się poddamy i przegramy. Stwarza sytuacje i „otoczkę” taką, aby innych zająć swoimi sprawami.
Czujemy, że Bóg może wstawić się za nami, ale brakuje nam cierpliwości i ufności, czy zdążymy na czas. Bóg również czeka na „innych”, aby nauczyć ich reagowania na sprawy bliźnich.
W naszych czasach, jakby wszystko przyśpieszyło i jesteśmy ciągle zajęci sobą i nie nadążamy wszystko ogarnąć. Będąc tym zmęczeni, przestajemy walczyć i wstępuje w nas apatia.
Jest to czas na pomoc innych: (Rzym. 1:1-2) „A my, którzy jesteśmy mocni, winniśmy wziąć na siebie ułomności słabych, a nie mieć upodobania w sobie samych. Każdy z nas niech się bliźniemu podoba ku jego dobru, dla zbudowania.”
Gdy żyjemy w leniwej bierności, możemy odpowiedzieć na to słowo, że ja wcale nie czuję się „mocny”. A gdzie jest nasze miłosierdzie, wrażliwość, współczucie? Może ono wygląda tak jak w przypowieści Jezusa o „pobitym przez zbójców”, gdy przechodził kapłan, który nie zainteresował się utrapionym tak jak później Samarytanin.
Wyobrażam sobie swoją fałszywą pobożność, gdy na miejscu tego kapłana, spojrzę z politowaniem na pobitego i zareaguję słowami: „Oj, jakiś ty biedny człowiek, co oni ci zrobili, jak tak można traktować ludzi! Niech ci Bóg błogosławi! Będę modlił się za tobą.” I pójdę dalej w spokoju ducha, czytając Biblię, czerpiąc z niej wspaniałą mądrość, do wykorzystania w następnym kazaniu.
Wolimy spokój, komfort otoczenia, celebrację swoich zwyczajów i tak naprawdę mamy zajęty czas na to, aby być miłosiernym i niosącym ciężary bliźnich.
Fasada stworzonych fundacji i misji pomocy jest oparta na wielu przypadkowych ludziach i stwarza tylko dla nas usprawiedliwienie, na naszą bierność i „poukładane, wygodne życie”.
Bóg ustanowił dla nas „nastawienie jakie było w Jezusie Chrystusie”, abyśmy sami emanowali reagowaniem na pomoc, miłosierdzie, wstawiennictwo, koszty, zapobiegliwość, miłość. Niech przykładem będzie wspomniany Samarytanin.
Co do walki, to mobilizuje i poucza nas Boże słowo, abyśmy byli jak żołnierze, jak rolnicy, jak zawodnicy sportowi. Nie żyjemy dla siebie, ale dla „Ciała Chrystusowego”. Nie jesteśmy samodzielnym organem poza ciałem Chrystusa.
Pierwszy Kościół opisany w D.Ap 2:42-47; 4:32-35, przetrwał bo taki właśnie był. Nie zdławiły go doświadczenia, uciski i kłopoty.
Jezus powiedział do tłumów w Ew. 14:33: „Tak wiec każdy z was, który się nie wyrzeknie wszystkiego, co ma, nie może być uczniem moim.”
Aby być solą dla ziemi, trzeba się wyrzec wszystkiego na rzecz Boga. Tego brakowało „bogatemu młodzieńcowi”. Teraz jest coraz więcej postawy „bogatego młodzieńca”. Czasy są trudne i wymagają zapobiegliwości materialnej. Zaczynamy zapominać o Bogu i o Jego charakterze. Dla spokoju ducha, kultywujemy tylko pobożność i mnożymy mnóstwo fasad charytatywności, a zaniedbujemy indywidualne nasze bycie, jako chrześcijanin wzoru Chrystusowego.
|